Paralaksa tła

Prodiż Warszawski. Cudu nie było.

21 października 2019
Toruń. Restauracja Luizjana. Tryptyk o jedzeniu. Część III i ostatnia.
6 października 2019
Browar wprawdzie Mariacki, ale w Katowicach.
27 października 2019

Prodiż to takie urządzenie małego AGD, którego już nie zobaczymy w zbyt wielu współczesnych kuchniach. Dla młodszej publiczności może nawet być tak samo zagadkowy jak farelka, laczki, CPN, czy PDT. Ale, jako że  YOLO, to warto wiedzieć – prodiż (pochodzi od francuskiego prodige, co po polsku znaczy cud). Jest to urządzenie wykonane najczęściej z ocynowanej blachy, zazwyczaj okrągłe, składające się z naczynia oraz pokrywy wyposażonej w spiralną nagrzewnicę oraz hartowaną szybkę przez którą można było doglądać pieczonego w prodiżu ciasta lub mięsa. Teoretycznie, bo po kilkunastu użyciach szybka zachodziła brązowawym nalotem i widać było tyle, co w czasie lądowania wiadomo czym, z kim na pokładzie i wiadomo gdzie. Były też małe dziurki, służące wydostawaniu
się pary w czasie procesu pieczenia. Wyglądało to tak:

Dla restauracji to nazwa chwytliwa, kojarząca się z tradycyjną, naszą polską kuchnią, a po dodaniu odmiejscowego przymiotnika, nawet z warszawską. BTW to mam wątpliwości, czy warszawska kuchnia kiedykolwiek istniała, bo nazwanie dania flaki, śledzik, czy pyzy po warszawsku sprawy nie załatwia. W każdym razie mamy restaurację Warszawski Prodiż mieszczącą się w samym oku warszawskiego gastro-cyklonu, czyli okolic ulic Poznańskiej, Hożej, Wilczej i Emilii Plater. Patrz na przykład  Culinaria Dantego czyli Bistro Spontaniczne na Hożej. Uprzedzę Wasze pytania, mimo że prodige, to cudu nie było. Była za to całkiem przytulna piwniczka, a w niej trzy sale. Wystrój miły choć dosyć wysilony. Oprócz zgromadzonych tam ozdobników, oczywiście nie mogło na ścianie zabraknąć tego:

A jako że ma być nostalgicznie, to z głośnika sączą się stare hity krajowo/warszawskie.

Potem miła, aczkolwiek znająca swoją godność pani kelnerka przyniosła przystawkę, czyli rydze. Rydz jaki jest, każdy widzi. Jest rudy. Oprócz tego był nieco przesolony, bo gdyby nie to, broniłby się bardzo dobrze. W końcu lepszy niż maślaczek. (ROFL)

Następnie miła pani kelnerka przyniosła zupy, a był to żurek i rosół. A dokładniej Rosół na prędze z domowym makaronem i Żur staropolski na borowikach i zakwasie razowym. I naprawdę IDK czemu twórca menu, po angielsku nazwał tę zupę; Traditional silesian sour soup – hello, jesteśmy w Warszawskim Prodiżu, a Silesia z Polską nie była w przeszłości jakoś przesadnie związana! GRATZ!

No i znowu miłość kucharza zepsuła nam jedzenie, obie zupy przesolone, a choć rosół i domowy makaron był poza tym dobry, to już warszawsko-śląski żur nie za bardzo. I to, że nie wyglądał instagramowo nie było jego największym problemem. Był wodnisty, po prostacku kwaśny i bez charakteru.

Cóż taka praca. Per aspera ad astra.  Idziemy dalej, a tam Kapusta faszerowana  cielęciną i grzybami na musie pomidorowym z pęczakiem oraz Pręga wołowa w sosie chrzanowym z gotowanymi warzywami i ziemniakami z wody.

O kapuście nie mogę się wypowiadać, towarzyszka biesiady powiedziała, że może być, co w jej ustach jest całkiem poważnym komplementem. Może może. Moja pręga była całkiem dobra, dobra jak w barze mlecznym, gdzie jak wiadomo dają od dawna mięsne potrawy. Nic poza tym nie da się o niej powiedzieć.

Wypiliśmy przy tej okazji po kieliszku wina z podkrakowskiej winnicy Pana Grzegorza Turnaua. Moje czerwone było naprawdę ciekawe, lekko asfaltowe, o miłym i lekko wyczuwalnym aromacie leśnych owoców.

Deser byłby za dużym ryzykiem, więc wzięliśmy kawę i sobie poszliśmy. Kawa była KK.

Poszliśmy do Teatru Roma, był to dalszy ciąg celebracji imienin M. A w teatrze dawali musical Once, który powstał na bazie filmu o takimż tytule. Rzecz dzieje się w stolicy Irlandii,  on to biedny Dublińczyk, zagubiony i wrażliwy. Reperuje odkurzacze, a w wolnym czasie śpiewa na ulicy swoje piosenki. Ona to Czeszka przybyła do Irlandii, pewnie po lepsze życie. Kończy się dobrze i źle. Dobrze bo on wydaje z sukcesem płytę, źle, bo ona mówi mu, że właśnie wraca jej mąż. Tak to jest zakochać się w mężatce i do tego Czeszce. (Może to i lepiej, umarłby chłopak ze śmiechu). W każdym razie z okazji imienin wszystkim M. zasyłam XOXO.

 

Podobało się? Kliknij w serduszko i polub post 20

oraz udostępnij go

Pinterest
Prodiż warszawski
ul. Poznańska 16, Warszawa 00-681

Moje podsumowanie
.


  • Obsługa85%
  • Wystrój75%
  • Menu55%